Koleżanka ze szkolnej ławki

Byłam ostatnio z Jolką na kawie, to taka moja dobra koleżanka, jeszcze z czasów szkolnych. Nie spotykamy się obecnie za często, bo każda z nas ma swoją rodzinę, obowiązki i tak dalej, i rzadko kiedy jest czas, by się wyrwać. Ostatnio jednak w końcu umówiłyśmy się i dobrze. Opowiadała mi, że ma teraz trochę zamęt na ogrodzie. Jej mąż wymyślił sobie, że zbuduje tam taką mini szopę. Chce w niej trzymać drewno, narzędzia czy jakieś inne rzeczy, które dotychczas zagracały piwnicę. Powiedziałam jej, że to w sumie dobry pomysł, bo dzięki temu część piwnicy będzie sobie mogła wygospodarować na swoje cele, na przykład składowanie jakichś przetworów na zimę w słoikach i takie tam. W każdym razie, jej mąż zakupił sporo blachy do krycia ścian i dachu i podobno ostro wziął się do roboty. Niby dla oszczędności są to blachy drugi gatunek, no ale w sumie skoro chodzi tylko o jakąś ogrodową szopę, to zgodziłam się z nią, że w tej kwestii nie warto przepłacać. Za zaoszczędzone pieniądze niech pójdzie sobie lepiej na przykład do fryzjera :).